środa, 26 czerwca 2013

Dzień III

Dla mnie jesteś perfekcyjna !

Dzisiaj w zasadzie nie działo się nic specjalnego. Rano jak zwykle wstałam, ubrałam się i wyszłam do szkoły. Byłam bardzo podenerwowana egzaminem z karate, który miałam wieczorem. Mama nie nabrała się na symulacje choroby, więc dzień przeszedł według stałego porządku:
1. Wstać, ubrać się, zjeść śniadanie.
2. Wyjść do szkoły.
3. Przeżyć- nie zabić Alex.
4. Wrócić do domu.
UWAGA ! W dniu dzisiejszym doszyły jeszcze parę punktów. (JUUUPI !)
5. Iść na egzamin, zdać go.
6. Wrócić do domu, pierdolić pracę domową.
7. Zamiast spać, przez pół nocy pisałam z Bartkiem.

  

czwartek, 20 czerwca 2013

Dzień II

Miej wyjebane,, a będzie Ci dane.

Rano obudził mnie dzwonek telefonu, a dokładniej moja ulubiona piosenka- The
Lumineers Ho Hey.
-Kto śmie mnie budzić o piątej rano, do cholery ?!- Zapytałam zaspanym głosem.
-Ja- usłyszałam znajomy głos w słuchawce. Skoczyłam na równe nogi.
-Po co mnie budzisz ? I to jeszcze o tej porze. Mam dzisiaj ważny test i nie chcę go zawalić- odpowiedziałam z uzasadnioną wściekłością.
-Ubieraj się i schodź na dół. Muszę namówić Cię na wagary, sam nie wierzę, że to mówię, ale pieprz test z matmy. Pomogę Ci się nauczyć na poprawę czy drugi termin. A tak pozatym załatwiłem Ci zwolnienie. Za 10 minut bądź pod blokiem, wiesz, że to ważne. Ubierz się wygodnie- powiedział i rozłączył się. Miałam ochotę rzucić telefonem ze wściekłości. Najchętniej bym go zignorowała, ale wiedziałam, że byłby zdolny przyjść do mieszkania i mnie z niego wyciągnąć. Włączyłam muzykę, poszłam wziąć szybki prysznic i ubrałam się.
"Jesteś ?"
Wysłałam do niego wiadomość.
"Jo"
Odpowiedź przyszła niemal natychmiastowo. Wzięłam torbę z logiem Realu Madryt, która była wypakowana, aczkolwiek lekka. 
-Siema- powiedziałam rzucając torbę na tylne siedzenie.
-Hej- odpowiedział i ruszył z piskiem opon. 
-Co jest tak wa... Fuck, zapomniałam soczewek Obiecaj, że nie będziesz się śmiał jak założę okulary. I czy mógłbyś być tak miły i zajechać do apteki ?- Zapytałam i wyszczerzyłam zęby w uśmiechu, lub w czymś uśmiechopodobnym.
-Nie ma problemu, nosisz okulary ?- Zapytał ze zdziwieniem.
-Razcej rzadko, do ludzi to raczej soczewki. Ale to zostaje międ... O, tu się zatrzymaj- poprosiłam i wysiadłam kierując się w stornę apteki.
-Dzień dobry, coś podać ?- Zapytała staruszka.
-Spczewki, wada -2,5. Czy ma pani ?- Zapytałam, a ona podała mi je bez słowa.
-10, 50- podała cenę mechanicznym głosem. Dałam na ladę odliczoną kwotę. Nagle coś zaczęło dymić, a ona mówić nie zrozumiałe słowa, jeden wielki potok. Wszystko co zrozumiałam to: "Nie ufaj mu...". Było to na maksa pokręcone, więc wyszłam jak najszybciej.
-Jedziemy, szybko i bez pytań- rozkazałam, a on ruszył z piskiem opon. Przez chwilę nerwowo oddychałam i nie mogłam się uspokoić.
-Kupiłaś soczewki ?- Zapytał do długim milczeniu.
-Kup...Cholera, zgubiałm, musiałam zostawić w aptece- odpowiedziałam na jego pytanie.
-Mamy się wró...
-Nie, nigdy- szybko podsumowałam.- A tak właściwie to gdzie jedziemy ?- Zapytałam i spróbowałam się usmiechnąć. Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że bezskutecznie.
-Nie wiem, przed siebie. A tak serio, to mam dla Ciebie niespodziankę, spokojnie- dodał widząc mój wyraz twarzy- to nic wysokiego.- Wyjaśnił i się roześmiał.- Na co masz ochotę ?- Zapytał i spojrzał na mnie, jednak tylko na ułamek sekundy.
-Zapomnieć o poranku, albo raczej o wydarzeniu w aptece- po tych słowach się zamknął.
-Jesteśmy na miejscu- uszałam jego głos, obudził mnie- znowu. Podał mi torbę.
-Gdzie jesteśmy ?- Zapytałam podenerowowana, byliśmy w lesie,! tak właście to pred nim...Ale to nie ma zanaczenia !
-Chodź- poprosił. Podał mi rękę, a ja poszłam za nim. Chwilę później bylismy nad strumieniem, albo raczej wodospadem.
-O co chodzi ?- Zapytałam i spojrzałam na niego. Właśnie ściągał koszulkę, miał niezwykle umięśnione ciało.Jednak co gorsza nie potrafiłam oderwać od niego wzroku, odchrząknęłam i zaczęłam studiować swoje trampki.
-Co powiesz na pływanie ? Mam nadzieję, że to dość oryginalne- odpowiedział i uśmiechnął się ściągając spodnie. Rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam do wody. "Zaraz dostaniesz szoku termicznego !" w głowie usłyszałam głos Zary. 
-I jak ? Woda ciepła ?- Zapytał Bartek.
-Wejdź i sam się przekonaj- odpowiedziałam zadziornie i cała się zanurzyłam.
-CHOLERA ! Jaka zimna !- Usłyszałam głos chłopaka.
-Nie kąpałeś się nigdy latem, prawda ?- To było pytanie retoryczne. Rozpuściłam włosy, a gumkę założyłam na rękę. Podpłynęłam do wodospadu i okazało się, że jest tam grota. Wpłynęłam do niej, okazało się, że na brzegu jest coś jakby piknik. 
-Podoba się ?- Usłyszałam głos Bartka z brzegu. Był ubrany tylko w jeansy.
-I tak i nie- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Co ? Co jest nie tak ?- Zapytał z niepokojem w oczach.
-Nie chcę wychodzić z wody-  odpowiedziałam.
-Masz już sine usta, wychodź- powiedział i podszedł do brzegu.
-Pod warunkiem, że mi pomożesz- odpowiedziałam i figlarnie się uśmiechnęłam. Bartek podszedł do brzegu i wyciągnął rękę. Błyskawicznie ją złapałam i korzystając z chwilowej nie uwagi, braku koncentracji i równowagi wciągnęłam go do wody. Zaczęłam się śmiać. Wyszłam na brzeg i szczelnie otuliłam się ręcznikiem. Bartek zrobił to samo, tyle, że miał przemoczone jeansy,
-Było mi nie ufać- powiedziałam i wytknęłam mu język. Odwzajemnił ten gest. Teraz oboje śmialiśmy się w niebo głosy. 
-Okay, jesteś głodna ?- Zapytał z troską w głosie.
-Nie, nie jestem- odpowiedziałam, co nie było zgodne z prawdą.
-Twój wybór- odpowiedział z pełnymi ustami. Po chwili skończył jeść, opróżniając 3/4 koszyka !
-Mogę zadać Ci parę pytań ?- Zapytał i uśmiechnął się w moją stronę. 
-Jasne, dawaj- odpowiedziałam i skusiłam się na coś do jedzenie.
-Trenujesz karate. Prawda czy fałsz ?- Zapytał prosto z mostu.
-Prawda- odpowiedziałam.
-Powaliłaś Alex na deski, kiedy razem trenowałyście. Prawda czy fałsz- zadał kolejne pytanie.
-Fałsz, Alex nigdy nie trenowała karate, bała się o paznokcie. Natomiast ja trenuję cały czas- odpowiedziałam zgodnie z prawda. Alex była divą, nie ma co owijać  w bawełnę. 
-Byłaś w wariatkowie.
-Fałsz.
-Odsiadywałaś w poprawczaku za morderstwo z premedytacją- słysząc to wybuchłam śmiechem.
-Nie wiedziałam, że Alex ma taką bujną wyobraźnię. Może jednak umie czytać i czasem używa książek do czegoś innego niż podpałki- odpowiedziałam kpiąco.
-Powiedz mi o sobie coś prawdziwego, coś o czym nikt nie wie- poprosił, dalej na mnie nie patrząc.
-Mam uczucia i jestem zupełnym przeciwieństwem tego co opowiada o mnie Alex- odpowiedziałam. 
-Dobrze wiedzieć, ale tak na serio- powiedział z sarkastycznym tonem. Spojrzałam na zegarek, była  7:55 !
-Muszę lecieć- odpowiedziałam i wstałam, spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach. 
-Nie chce mi się Cię odwozić- odpowiedział i cicho się zaśmiał.
-Jestem umówiona na jazdę w stadninie, na 10. Muszę jeszcze przygotować mojego konia, zająć się nią, oporządzić, a potem rozsiodłać. Około 14 będę wolna, proszę, zawieź mnie- poprosiłam błagalnym tonem.
-Niech Ci będzie- odpowiedział z wyczuwalną niechęcią w głosie. Wstał i się ubrał. Wskoczyłam do wody i przepłynęłam na drugi brzeg i wynurzyłam się. Wytarłam ręcznikiem i z powrotem ubrałam się w ubranie, które zostawiłam pod drzewem. Chwilę później na polanie pojawił się Bartek. 
-Jedziemy ?- Zapytał gdy siedzieliśmy w samochodzie. Spojrzałam na niego ironicznie, więc ruszył z piskiem opon. Około 9:15 byliśmy na miejscu.
-Pomóc Ci ?- Zapytał gdy brałam torbę, którą spakowałam w domu z rzeczami do jazdy konnej.
-Jak chcesz- odpowiedziałam  z uśmiechem. Po chwili dodałam- Daj mi minutkę, muszę się przebrać.
Po tych słowach ruszyłam w stronę toalety. Związałam włosy w luźny warkocz, a grzywkę podpięłam. Następnie ubrałam się w strój do jazdy. Podeszłam do samochodu i zostawiłam tam torbę.
-Skończyłaś ?- Zapytał mnie Bartek.
-Jasne, idziemy- odpowiedziałam szybko. Wzięłam uwiąz i poszłam na padok po konia.
-Krater ! Krater !- Zaczęłam wołać konia, który na moje szczęście pojawił się obok mnie niemal natychmiastowo. Na moje nieszczęście był cały brudny, patrz uwalony błotem i innym gównem.
Przywiązałam ogiera do barierki i zaczęłam go czyścić szczotami przyniesionymi przez Bartka. 
-Lubisz konie ?- Zapytał po dłuższym milczeniu. Stal oparty o ścinę głównej stajni.
-Kocham, od małego jeżdżę i marzę o zawodowej karierze, ale  z moimi umiejętnościami jest to niestety nie możliwe. A szkoda, bo to moja miłość- odpowiedział i szeroko się uśmiechnęłam. Czyścić i siodłać skończyłam parę minut po 10, weszłam na padok i zobaczyłam zdenerwowanie malujące się na twarzy Rity.
-Czemu się spóźniłaś ?- Omal nie krzyknęła.
-Ponieważ Krater był bardzo brudny i długo go czyściłam- odpowiedziałam i wsiadłam na konika. Był nieco wyższy niż przeciętny konik polski i 10 razy lepszy. 
-Rusz się- ponagliła Rita. Puściłam jej uwagę mimo uszu. Chwilę jeszcze stępowałam, jednak później zaczęłam kłusować. Ogier był dzisiaj wyjątkowo niesforny, więc w galopie nie mogłam go zatrzymać.
-Krótsza wodza !- Co chwila dochodził do mnie krzyk Rity.
-Zamknij się !- Krzyknęłam po 25 minutach treningu. Obraziła się i zeszłam z padoku, nie było mi przykro z tego powodu. Jeździłam do godziny 12:30, później zsiadłam z konia i zaprowadziłam ją do stajni.
-Masz talent, powinnaś zostać zawodową dżokejką- zaczął zapewniać mnie Bartek. Cicho się zaśmiałam i poszłam odłożyć siodło itp. Około 14:15, skończyłam ze wszystkim, tzn. wyczyściłam konia, jego boks, wyszłam z nią na łąkę i nakarmiłam. 
-Jedziemy ?- Zapytał Bartek, który pojawił się przy mnie znikąd.
-Jasne, daj mi się tylko przebrać i wezmę prysznic. Daj mi jakieś 20 minut- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek. W motelu, który był na terenie stajni wzięłam prysznic i przebrałam się.
-Już ?- Zapytał gdy weszłam do samochodu.
-Tak, odwieziesz mnie do domu ? Muszę się pouczyć do matmy- wyjaśniłam, a jego twarz przybrała grymas nie zadowolenia.
-To później, najpierw musimy pogadać- odpowiedział bardzo poważnie. Spojrzałam na niego pytająco.
-O co znowu chodzi ?- Zapytałam ze zdziwieniem. 
-Czemu nie masz chłopaka ? Jesteś taka...ładna, wyjątkowa, miła i  masz pasję. Wielu mężczyzn u kobiet właśnie docenia pasję, bo nie wszystkie mają w sobie to coś- Bartek w końcu skończył swój monolog. 
-Co ? Ja... Nie mam chłopaka, ponieważ ten w którym jestem zakochana nigdy nie zwróci na mnie uwagi, a ja nie jestem osobą, która chce być w centrum uwagi. A poza tym Alex skutecznie zadbała o moją reputację, więc nie mam się o co martwić- odpowiedziałam z cieniem bólu. To prawda, nigdy nie miałam chłopaka, po pierwsze nie potrzebowałam go, a drugie wszyscy omijali mnie szerokim łukiem, dzięki Alex. Nagle coś grzmotnęło, a samochód się zatrzymał.
-Chyba, albo raczej na pewno się zepsuł. Pomożesz mi ?- Zapytał wysiadając, szybko zrobiłam to samo. 
-Będzie trzeba holować, zadzwonisz po jakieś służby czy coś ?- Zapytałam, a on wyjął telefon. Nagle i mój zadzwonił.
-Halo ?- Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
-Gdzie jesteś ?- W słuchawce usłyszałam głos Zary.
-Nie mam pojęcia, a co ?- Zapytałam przyjaciółkę,
-Kuba się o Ciebie pytał- odpowiedziała podniecona.
-Ale kogo ? Ciebie ? O Mój Boże ! O Mój Boże ! O Mój Boże !- Zaczęłam panikować.
-Tak, ale spokojnie, tylko spokojnie. Pytał czemu nie ma Cię w szkole, a i test z matmy był masakryczny. Jesteś zajęta ?- Usłyszałam, a chwilę później  Bartej zabrał mój telefon.
-Tak jest. Dzięki za informacje, Zara- spławił ją po mistrzowsku. Rozłączyła się, a on oddał mi telefon.
-Okay, zadzwoniłeś po pomoc ?- Zapytałam podenerwowana.
-Tak, powiedzieli, że najszybciej będą za 2 i pół godziny- powiedział, podrapał sie po głowie i wszedł do samochodu. Jeszcze raz spróbwał go odpalic- niestety bezskutecznie.
Kopnęłam jakiś kamień, byłam wściekła !

3 godziny później

-Julka, Julka obudź się. Pomoc przyjechała- poczułam jak ktoś miota moim ciałem.
-Co ? O, to ty- posępiałam. Miałam nadzieję, że to był tylko zły sen.
-Tak, to ja- widać zepsułam mu humor. <Fuck Yeah !>- Wysiadamy.
Wypełniłam polecenie, wsiedliśmy do jakiejś ciężarówki, momentalnie zasnęłam na jego ramieniu.
                
*

Obudziłam się we własnym łóżku, spojrzałam na zegarek- była 23:25. Nie mogłam uwierzyć, że spałam tyle czasu ! Znowu nie nauczyłam się do matmy, grr... Zaczełam rozmyślać nad dzisiejszym dniem. Była super i nie mam czego żałować. Zanim poszłam spać stwierdziłam, że jeszcze przez jakeiś 2 dni powinnam symulować chorobę.



wtorek, 11 czerwca 2013

Dzień I

Podobno bliskość ukochanej osoby Cię uspokaja.
Podobno.

Jak zwykle wstałam parę minut po szóstej, żeby zdążyć na zajęcia. Wzięłam szybko prysznic, ubrałam się i zjadałam śniadanie- oczywiście bez węglowodanów. Wyszłam z bloku i ruszyłam na przystanek, nagle usłyszałam dźwięk klaksonu.
-Wsiadaj- usłyszałam (niestety) znajomy głos. Podeszłam do samochodu od strony pasażera i wsiadłam. Okazało się, że Bartek jeździ czerwonym Porsche.
-Uczysz się w Oliwie, prawda ?- Zapytał nie zwracając na mnie uwagi.
-Dokładnie, w OLPI- odpowiedziałam- ledwo powstrzymałam się od sarkastycznego tonu.  Chłopak włączył radio w którym akurat leciała moja ulubiona piosenka- The Lumineers- Ho Hey. 
-Uwielbiam tą piosenkę ! Mogę podgłośnić ?- Zapytałam nieśmiało.
-Jasne- powiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu. 
Zaczęłam cicho podśpiewywać, po skończonym utworze zobaczyłam rozbawienie na jego twarzy. 
-Przepraszam, poniosło mnie- powiedziałam i zaczerwieniałam się. Zaczęłam studiować moje szpilki. Te kilka minut przerodziły się w godziny, dni, miesiące, lata męczarni. W końcu jednak dojechaliśmy.
-Narka- powiedziałam.
-Przyjadę po Ciebie po lekcjach, mam niespodziankę- odpowiedział gdy wychodziłam. Jak zwykle było już za późno na reakcję. 
-Julka !- Usłyszałam głos przyjaciółki.
-Zara ! Razack !- Imię burkińczyka wypowiedziałam mniej radośnie. Odkąd zostali parą nie odstępuje jej na krok- to męczące !
-O, idzie nasza księżniczka ze swoją świtą- skomentowała Zara, a ja pogardliwie prychnęłam.
-Nie mogę uwierzyć, że kiedyś przyjaźniłam się z tą szmatą- skwitowałam.
-Wszyscy popełniamy błędy. Jednak proponuje zostawić Alex w spokoju i ruszyć na matematykę, za 10 minut dzwonek- podsumował Razack, po czym zgodnie ruszyłyśmy za chłopakiem. Opowiedziałam jej o Bartku.
-Serio ? To masz szczęście, Alex do niego zarywa, a on ją zlewa. Będziesz mogła jej wreszcie pokazać kto tu rządzi. A tak w ogóle to idę dzisiaj z Razackiem do kina, może pójdziecie z nami ?- Zaproponowała Zara. Właśnie zaczęła robić to czego się obawiałam- zaczęła myśleć (o zgrozo !), że jesteśmy parą !
-Po pierwsze nie będę grała jej taktyką- już Ci mówiłam, nie muszę nic udowadniać sobie, jej, a tym bardziej innym uczniom. Jest głupią suką i sądzę, że większość się ze mną zgodzi, jednak umie wypracować sobie pozycję, więc nikt jej tego w twarz nie powiem. Dlatego to ja jestem na wygnaniu. Po drugie nie jesteśmy parą i nigdy nie będziemy. Zara wybił to sobie raz na zawsze z głowy. Już Ci to tłumaczyłam, jestem zakochana w chłopaku, który nigdy, ale to nigdy nie zwróci na mnie uwagi. A co do kina to Bartek przygotował dla mnie jakąś niespodziankę, a poza tym muszę się uczuć, więc z bólem aczkolwiek muszę odmówić- zakończyłam swój monolog.
-Ostatnia ławka ! CISZA ! Zara i Julia, bo rozsadzę- matematyczka pogroziła nam palcem.
*
Po skończonych lekcjach wyszłam ze szkoły, przy bramie stało czerwone Porsche, a o maskę opierał się Bartek.
-Miałam nadzieję, że odpuściłeś, naprawdę. Jeszcze Cię nie odstraszyłam ?- Zapytałam sarkastycznie.
-Jeszce wiele o mnie nie wiesz, jestem bardzo wytrwały- pochwalił się.
-Dziwne, że nie dałeś za wygraną, przecież zależy Ci na pozycji,a  ja jestem znienawidzona przez naszą szkolną, co ja gadam Gdańską księżnę. Jeszcze nie dostałeś bury za zadawanie się ze mną ?- Zapytałam, a on bardzo się zdenerwował. 
-To nie takie proste jak Ci się wydaje- podsumował i zatrzymał samochód. Wysiadłam.
-Gdzie my jesteśmy ?- Zapytałam z przerażeniem w głosie.
-W Parku Linowym- odpowiedział beztrosko.
-Odwieź mnie do domu- rozkazałam i wsiadłam z powrotem do samochodu. Bartek otworzył drzwi od strony pasażera i podał mi rękę. Mimowolnie wysiadłam.
-O co chodzi ?- Zapytał ze spokojem w głosie.
-Nie mam kasy- próbowałam się wymigać.
-Zaprosiłem Cię, więc stawiam- wyjaśnił, a na jego twarzy malował się uśmiech zwycięstwa.
-Jeszcze wiele o mnie nie wiesz, mam cholerny lęk wysokości- wyznałam. Czekałam na kpiny czy żarty, ale nic z jego strony nie usłyszałam.
-Spokojnie, razem przezwyciężymy Twój strach. Podaj mi rękę, chodź kupimy bilety- poszłam za nim jak dziecko. Pierwszy raz zaczęłam w nim dostrzegać człowieka, takiego, który jest wrażliwy na potrzeby innych, który ma również własne problemy, ale zgrywa twardego na pokaz. Wypożyczyliśmy co było niezbędne do "zabawy". Bartek pomógł mi wszystko nałożyć i pozapinać. Chwilę później trzęsłam się ze strachu, kojący głos chłopaka uspokajał mnie, zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Tylko dzięki niemu szłam dalej i słuchałam jego rad- nie patrzyłam w dół, za siebie i słuchałam tylko jego. Pod koniec strach nieco ustał, jednak dalej czułam się pewnie zjeżdżając na linie i chodząc po niej. Nie mogłam uwierzyć, a może raczej nie chciałam uwierzyć, że jakaś lina, gruba, bo gruba może mnie utrzymać. Parę razy się zaśmiałam, w zasadzie to była nawet dobra zabawa. Później podjechaliśmy do KFC.
-Chcesz coś ?- Zapytał gdy weszliśmy. Poczuła okropny zapach węglowodanów. Popukałam go w ramie, żeby się nachylił.
-Ja nie jem węglowodanów, a poza tym jestem tu pierwszy raz- odpowiedziałam i krzywo się uśmiechnęłam gdy na mnie spojrzał.
-Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Jesz mięso ?- Zapytał.
-Jestem... Tak, jem- odpowiedziałam i podeszliśmy do kasy. Bartek zamówił całą tacę jedzenie, które nie potrafiłam nazwać, zrozumiałe było to, że ja dostałam zaledwie część. Wystarczyło porównać nasze postury.
-O mój Boże ! To najlepszy posiłek jaki jadałam w życiu ! I do tego taki... niezdrowy. Lubię to- odpowiedziałam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Późno już, odwiozę Cię- powiedział gdy skończył jeść. Wyrzucił wszystkie papiery i ruszyliśmy w stronę samochodu. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu.
-To tu. Dzięki, świetnie się dzisiaj bawiłam. Do...jutra ?- W moim głosie było wahanie, ale szybko wysiadłam. Pomachałam i weszłam do bloku. Mieszkałam na ostatnim piętrze. Miałam szczerą nadzieję, że mój brat śpi. Rodzice wyjechali, są biznesmenami, więc nie często ich widuję. 
-Młoda, gdzie się podziewałaś ?-Zapytał gdy tylko weszłam.
-Nie Twój zasrany interes- odpowiedziałam i zamknęłam się w pokoju. Usiadłam na podłodze opierając się o drzwi, jeszcze przez chwilę łomotał, ale przestał. Wyjęłam książki, teraz czekam mnie jeszcze wieczór marzeń- nauka do matematyki, angielskiego i biologi. Czy mogłam wymarzyć sobie coś lepszego ?

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Prolog


Dlaczego według wszystkich między miłością, a nienawiścią jest cienka, niemalże nie widoczna granica ?
Bo jest.

-Czemu mnie tak nienawidzisz ?- Usłyszałam głos przy moim uchu.  Nie było głośny, ale daleko my było do szeptu. udałam, że nie usłyszałam pytania i ruszyłam dalej. W razie potrzeby mogłam powiedzieć, że nie usłyszałam czy coś, w końcu Gdańsk to głośne i zatłoczone miasto. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek.
-Auł !- Niemalże krzyknęłam odwracając się. 
-Musimy porozmawiać- powiedział tym samym tonem.
-Nic nie muszę, czego... Okay, chodźmy- powiedziałam pod naciskiem jego błękitnych oczu. Był bardzo wysoki, miał średniej długości, kruczo czarne włosy, oczy koloru oceanu, był bardzo postawny oraz chudy. Zazwyczaj ubierał się modnie. Wybrał moją ulubioną, czeską kawiarenkę- "Fuller". Zamówił kawę. Spojrzałam na niego pytająco, nasze spojrzenia się spotkały- to groziło katastrofą. Napięcie rosło, a uczucie jakie do niego żywiłam nie pomagało.
-Daj mi miesiąc- poprosił. Roześmiałam się nerwowo. 
-Nie możesz żyć, ze świadomością, że koś zwyczajnie Cię nie lubi i nie kryje się z tym ?- Zapytałam, a on upił łyk gorącego napoju.
-Ta, coś w tym stylu- powiedział po dłuższym milczeniu.
- I po co Ci to ? Wiesz, że i tak nic się nie zmieni- odpowiedziałam.
-Przez cały miesiąc będziesz traktowała mnie jak...przyjaciela- przy wypowiadaniu ostatniego słowa głos mu się załamał. 
-Co ? Chyba kpisz, kurwa- odpowiedziałam z doskonale wyczuwalną kpiną w głosie.
-Nie mówię całkiem poważnie- odpowiedział i spojrzał na mnie całkowicie spokojną twarzą.
-Co ty sobie myślałeś ? Że przyjdziesz, powiesz, a ja z uśmiechem podziękuję Ci za szansę przyjaźnienia się z tobą ?- Zapytałam oskarżycielsko.Spuścił wzrok. Miałam ochotę dodać jakiś złośliwy komentarz typu: "Oj, czyżbym Cię zbytnio uraziła ?" albo "Wybacz, nie chciałam". Z odpowiednio sarkastycznym tonem. 
-Tak, tak właśnie myślałem. W każdym razie, zaczynamy od jutra- powiedział, wstał, rzucił 10 zł na stolik i wyszedł. Gdy już się otrząsnęłam i wyszłam nie było go. Zaczęłam mnie intrygować jego buńczość, jednak zdałam sobie sprawę z czego innego- było już za późno na zmiany. Maszyna ruszyła.

W rolach głównych.

Bartek Kaniecki, lat 19.
Urodzony: 3 XII 1994 r.
Miły, zarozumiały, zupełnie inny niż się wydaje.
Jest skromny i nieśmiały, jednak w szkole robi wszystko na pokaz- chce być lubiany.
Nie może znieść myśli, że ktoś go nie lubi. 
Wielki fan Atomu Trefla Sopot i Skry Bełchatów. 
Chodzi na każdy mecz reprezentacji w Polsce- stara się jeździć również na wyjazdowe mecze.

Julia Del Migos Da Silva De Vierra McCuddy Junior, lat 17.
Urodzona: 18 VI 1995 r.
Miła, skromna, pyskata artystka.
Zawsze ma własne zdanie i nie zależy jej na opinii innych.
Jej relacje z Bartkiem można by zaliczyć do...bardzo, bardzo, bardzo kiepskich.
Nie lubi gościa i zbytnio się z tym nie kryje- co doprowadza go do szału.