Miej wyjebane,, a będzie Ci dane.
Lumineers Ho Hey.
-Kto śmie mnie budzić o piątej rano, do cholery ?!- Zapytałam zaspanym głosem.
-Ja- usłyszałam znajomy głos w słuchawce. Skoczyłam na równe nogi.
-Po co mnie budzisz ? I to jeszcze o tej porze. Mam dzisiaj ważny test i nie chcę go zawalić- odpowiedziałam z uzasadnioną wściekłością.
-Ubieraj się i schodź na dół. Muszę namówić Cię na wagary, sam nie wierzę, że to mówię, ale pieprz test z matmy. Pomogę Ci się nauczyć na poprawę czy drugi termin. A tak pozatym załatwiłem Ci zwolnienie. Za 10 minut bądź pod blokiem, wiesz, że to ważne. Ubierz się wygodnie- powiedział i rozłączył się. Miałam ochotę rzucić telefonem ze wściekłości. Najchętniej bym go zignorowała, ale wiedziałam, że byłby zdolny przyjść do mieszkania i mnie z niego wyciągnąć. Włączyłam muzykę, poszłam wziąć szybki prysznic i ubrałam się.
"Jesteś ?"
Wysłałam do niego wiadomość.
"Jo"
Odpowiedź przyszła niemal natychmiastowo. Wzięłam torbę z logiem Realu Madryt, która była wypakowana, aczkolwiek lekka.
-Siema- powiedziałam rzucając torbę na tylne siedzenie.
-Hej- odpowiedział i ruszył z piskiem opon.
-Co jest tak wa... Fuck, zapomniałam soczewek Obiecaj, że nie będziesz się śmiał jak założę okulary. I czy mógłbyś być tak miły i zajechać do apteki ?- Zapytałam i wyszczerzyłam zęby w uśmiechu, lub w czymś uśmiechopodobnym.
-Nie ma problemu, nosisz okulary ?- Zapytał ze zdziwieniem.
-Razcej rzadko, do ludzi to raczej soczewki. Ale to zostaje międ... O, tu się zatrzymaj- poprosiłam i wysiadłam kierując się w stornę apteki.
-Dzień dobry, coś podać ?- Zapytała staruszka.
-Spczewki, wada -2,5. Czy ma pani ?- Zapytałam, a ona podała mi je bez słowa.
-10, 50- podała cenę mechanicznym głosem. Dałam na ladę odliczoną kwotę. Nagle coś zaczęło dymić, a ona mówić nie zrozumiałe słowa, jeden wielki potok. Wszystko co zrozumiałam to: "Nie ufaj mu...". Było to na maksa pokręcone, więc wyszłam jak najszybciej.
-Jedziemy, szybko i bez pytań- rozkazałam, a on ruszył z piskiem opon. Przez chwilę nerwowo oddychałam i nie mogłam się uspokoić.
-Kupiłaś soczewki ?- Zapytał do długim milczeniu.
-Kup...Cholera, zgubiałm, musiałam zostawić w aptece- odpowiedziałam na jego pytanie.
-Mamy się wró...
-Nie, nigdy- szybko podsumowałam.- A tak właściwie to gdzie jedziemy ?- Zapytałam i spróbowałam się usmiechnąć. Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że bezskutecznie.
-Nie wiem, przed siebie. A tak serio, to mam dla Ciebie niespodziankę, spokojnie- dodał widząc mój wyraz twarzy- to nic wysokiego.- Wyjaśnił i się roześmiał.- Na co masz ochotę ?- Zapytał i spojrzał na mnie, jednak tylko na ułamek sekundy.
-Zapomnieć o poranku, albo raczej o wydarzeniu w aptece- po tych słowach się zamknął.
-Jesteśmy na miejscu- uszałam jego głos, obudził mnie- znowu. Podał mi torbę.
-Gdzie jesteśmy ?- Zapytałam podenerowowana, byliśmy w lesie,! tak właście to pred nim...Ale to nie ma zanaczenia !
-Chodź- poprosił. Podał mi rękę, a ja poszłam za nim. Chwilę później bylismy nad strumieniem, albo raczej wodospadem.
-O co chodzi ?- Zapytałam i spojrzałam na niego. Właśnie ściągał koszulkę, miał niezwykle umięśnione ciało.Jednak co gorsza nie potrafiłam oderwać od niego wzroku, odchrząknęłam i zaczęłam studiować swoje trampki.
-Co powiesz na pływanie ? Mam nadzieję, że to dość oryginalne- odpowiedział i uśmiechnął się ściągając spodnie. Rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam do wody. "Zaraz dostaniesz szoku termicznego !" w głowie usłyszałam głos Zary.
-I jak ? Woda ciepła ?- Zapytał Bartek.
-Wejdź i sam się przekonaj- odpowiedziałam zadziornie i cała się zanurzyłam.
-CHOLERA ! Jaka zimna !- Usłyszałam głos chłopaka.
-Nie kąpałeś się nigdy latem, prawda ?- To było pytanie retoryczne. Rozpuściłam włosy, a gumkę założyłam na rękę. Podpłynęłam do wodospadu i okazało się, że jest tam grota. Wpłynęłam do niej, okazało się, że na brzegu jest coś jakby piknik.
-Podoba się ?- Usłyszałam głos Bartka z brzegu. Był ubrany tylko w jeansy.
-I tak i nie- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Co ? Co jest nie tak ?- Zapytał z niepokojem w oczach.
-Nie chcę wychodzić z wody- odpowiedziałam.
-Masz już sine usta, wychodź- powiedział i podszedł do brzegu.
-Pod warunkiem, że mi pomożesz- odpowiedziałam i figlarnie się uśmiechnęłam. Bartek podszedł do brzegu i wyciągnął rękę. Błyskawicznie ją złapałam i korzystając z chwilowej nie uwagi, braku koncentracji i równowagi wciągnęłam go do wody. Zaczęłam się śmiać. Wyszłam na brzeg i szczelnie otuliłam się ręcznikiem. Bartek zrobił to samo, tyle, że miał przemoczone jeansy,
-Było mi nie ufać- powiedziałam i wytknęłam mu język. Odwzajemnił ten gest. Teraz oboje śmialiśmy się w niebo głosy.
-Okay, jesteś głodna ?- Zapytał z troską w głosie.
-Nie, nie jestem- odpowiedziałam, co nie było zgodne z prawdą.
-Twój wybór- odpowiedział z pełnymi ustami. Po chwili skończył jeść, opróżniając 3/4 koszyka !
-Mogę zadać Ci parę pytań ?- Zapytał i uśmiechnął się w moją stronę.
-Jasne, dawaj- odpowiedziałam i skusiłam się na coś do jedzenie.
-Trenujesz karate. Prawda czy fałsz ?- Zapytał prosto z mostu.
-Prawda- odpowiedziałam.
-Powaliłaś Alex na deski, kiedy razem trenowałyście. Prawda czy fałsz- zadał kolejne pytanie.
-Fałsz, Alex nigdy nie trenowała karate, bała się o paznokcie. Natomiast ja trenuję cały czas- odpowiedziałam zgodnie z prawda. Alex była divą, nie ma co owijać w bawełnę.
-Byłaś w wariatkowie.
-Fałsz.
-Odsiadywałaś w poprawczaku za morderstwo z premedytacją- słysząc to wybuchłam śmiechem.
-Nie wiedziałam, że Alex ma taką bujną wyobraźnię. Może jednak umie czytać i czasem używa książek do czegoś innego niż podpałki- odpowiedziałam kpiąco.
-Powiedz mi o sobie coś prawdziwego, coś o czym nikt nie wie- poprosił, dalej na mnie nie patrząc.
-Mam uczucia i jestem zupełnym przeciwieństwem tego co opowiada o mnie Alex- odpowiedziałam.
-Dobrze wiedzieć, ale tak na serio- powiedział z sarkastycznym tonem. Spojrzałam na zegarek, była 7:55 !
-Muszę lecieć- odpowiedziałam i wstałam, spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
-Nie chce mi się Cię odwozić- odpowiedział i cicho się zaśmiał.
-Jestem umówiona na jazdę w stadninie, na 10. Muszę jeszcze przygotować mojego konia, zająć się nią, oporządzić, a potem rozsiodłać. Około 14 będę wolna, proszę, zawieź mnie- poprosiłam błagalnym tonem.
-Niech Ci będzie- odpowiedział z wyczuwalną niechęcią w głosie. Wstał i się ubrał. Wskoczyłam do wody i przepłynęłam na drugi brzeg i wynurzyłam się. Wytarłam ręcznikiem i z powrotem ubrałam się w ubranie, które zostawiłam pod drzewem. Chwilę później na polanie pojawił się Bartek.
-Jedziemy ?- Zapytał gdy siedzieliśmy w samochodzie. Spojrzałam na niego ironicznie, więc ruszył z piskiem opon. Około 9:15 byliśmy na miejscu.
-Pomóc Ci ?- Zapytał gdy brałam torbę, którą spakowałam w domu z rzeczami do jazdy konnej.
-Jak chcesz- odpowiedziałam z uśmiechem. Po chwili dodałam- Daj mi minutkę, muszę się przebrać.
Po tych słowach ruszyłam w stronę toalety. Związałam włosy w luźny warkocz, a grzywkę podpięłam. Następnie ubrałam się w strój do jazdy. Podeszłam do samochodu i zostawiłam tam torbę.
-Skończyłaś ?- Zapytał mnie Bartek.
-Jasne, idziemy- odpowiedziałam szybko. Wzięłam uwiąz i poszłam na padok po konia.
-Krater ! Krater !- Zaczęłam wołać konia, który na moje szczęście pojawił się obok mnie niemal natychmiastowo. Na moje nieszczęście był cały brudny, patrz uwalony błotem i innym gównem.
Przywiązałam ogiera do barierki i zaczęłam go czyścić szczotami przyniesionymi przez Bartka.
-Lubisz konie ?- Zapytał po dłuższym milczeniu. Stal oparty o ścinę głównej stajni.
-Kocham, od małego jeżdżę i marzę o zawodowej karierze, ale z moimi umiejętnościami jest to niestety nie możliwe. A szkoda, bo to moja miłość- odpowiedział i szeroko się uśmiechnęłam. Czyścić i siodłać skończyłam parę minut po 10, weszłam na padok i zobaczyłam zdenerwowanie malujące się na twarzy Rity.
-Czemu się spóźniłaś ?- Omal nie krzyknęła.
-Ponieważ Krater był bardzo brudny i długo go czyściłam- odpowiedziałam i wsiadłam na konika. Był nieco wyższy niż przeciętny konik polski i 10 razy lepszy.
-Rusz się- ponagliła Rita. Puściłam jej uwagę mimo uszu. Chwilę jeszcze stępowałam, jednak później zaczęłam kłusować. Ogier był dzisiaj wyjątkowo niesforny, więc w galopie nie mogłam go zatrzymać.
-Krótsza wodza !- Co chwila dochodził do mnie krzyk Rity.
-Zamknij się !- Krzyknęłam po 25 minutach treningu. Obraziła się i zeszłam z padoku, nie było mi przykro z tego powodu. Jeździłam do godziny 12:30, później zsiadłam z konia i zaprowadziłam ją do stajni.
-Masz talent, powinnaś zostać zawodową dżokejką- zaczął zapewniać mnie Bartek. Cicho się zaśmiałam i poszłam odłożyć siodło itp. Około 14:15, skończyłam ze wszystkim, tzn. wyczyściłam konia, jego boks, wyszłam z nią na łąkę i nakarmiłam.
-Jedziemy ?- Zapytał Bartek, który pojawił się przy mnie znikąd.
-Jasne, daj mi się tylko przebrać i wezmę prysznic. Daj mi jakieś 20 minut- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek. W motelu, który był na terenie stajni wzięłam prysznic i przebrałam się.
-Już ?- Zapytał gdy weszłam do samochodu.
-Tak, odwieziesz mnie do domu ? Muszę się pouczyć do matmy- wyjaśniłam, a jego twarz przybrała grymas nie zadowolenia.
-To później, najpierw musimy pogadać- odpowiedział bardzo poważnie. Spojrzałam na niego pytająco.
-O co znowu chodzi ?- Zapytałam ze zdziwieniem.
-Czemu nie masz chłopaka ? Jesteś taka...ładna, wyjątkowa, miła i masz pasję. Wielu mężczyzn u kobiet właśnie docenia pasję, bo nie wszystkie mają w sobie to coś- Bartek w końcu skończył swój monolog.
-Co ? Ja... Nie mam chłopaka, ponieważ ten w którym jestem zakochana nigdy nie zwróci na mnie uwagi, a ja nie jestem osobą, która chce być w centrum uwagi. A poza tym Alex skutecznie zadbała o moją reputację, więc nie mam się o co martwić- odpowiedziałam z cieniem bólu. To prawda, nigdy nie miałam chłopaka, po pierwsze nie potrzebowałam go, a drugie wszyscy omijali mnie szerokim łukiem, dzięki Alex. Nagle coś grzmotnęło, a samochód się zatrzymał.
-Chyba, albo raczej na pewno się zepsuł. Pomożesz mi ?- Zapytał wysiadając, szybko zrobiłam to samo.
-Będzie trzeba holować, zadzwonisz po jakieś służby czy coś ?- Zapytałam, a on wyjął telefon. Nagle i mój zadzwonił.
-Halo ?- Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
-Gdzie jesteś ?- W słuchawce usłyszałam głos Zary.
-Nie mam pojęcia, a co ?- Zapytałam przyjaciółkę,
-Kuba się o Ciebie pytał- odpowiedziała podniecona.
-Ale kogo ? Ciebie ? O Mój Boże ! O Mój Boże ! O Mój Boże !- Zaczęłam panikować.
-Tak, ale spokojnie, tylko spokojnie. Pytał czemu nie ma Cię w szkole, a i test z matmy był masakryczny. Jesteś zajęta ?- Usłyszałam, a chwilę później Bartej zabrał mój telefon.
-Tak jest. Dzięki za informacje, Zara- spławił ją po mistrzowsku. Rozłączyła się, a on oddał mi telefon.
-Okay, zadzwoniłeś po pomoc ?- Zapytałam podenerwowana.
-Tak, powiedzieli, że najszybciej będą za 2 i pół godziny- powiedział, podrapał sie po głowie i wszedł do samochodu. Jeszcze raz spróbwał go odpalic- niestety bezskutecznie.
Kopnęłam jakiś kamień, byłam wściekła !
3 godziny później
-Julka, Julka obudź się. Pomoc przyjechała- poczułam jak ktoś miota moim ciałem.
-Co ? O, to ty- posępiałam. Miałam nadzieję, że to był tylko zły sen.
-Tak, to ja- widać zepsułam mu humor. <Fuck Yeah !>- Wysiadamy.
Wypełniłam polecenie, wsiedliśmy do jakiejś ciężarówki, momentalnie zasnęłam na jego ramieniu.
*
Obudziłam się we własnym łóżku, spojrzałam na zegarek- była 23:25. Nie mogłam uwierzyć, że spałam tyle czasu ! Znowu nie nauczyłam się do matmy, grr... Zaczełam rozmyślać nad dzisiejszym dniem. Była super i nie mam czego żałować. Zanim poszłam spać stwierdziłam, że jeszcze przez jakeiś 2 dni powinnam symulować chorobę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz