wtorek, 11 czerwca 2013

Dzień I

Podobno bliskość ukochanej osoby Cię uspokaja.
Podobno.

Jak zwykle wstałam parę minut po szóstej, żeby zdążyć na zajęcia. Wzięłam szybko prysznic, ubrałam się i zjadałam śniadanie- oczywiście bez węglowodanów. Wyszłam z bloku i ruszyłam na przystanek, nagle usłyszałam dźwięk klaksonu.
-Wsiadaj- usłyszałam (niestety) znajomy głos. Podeszłam do samochodu od strony pasażera i wsiadłam. Okazało się, że Bartek jeździ czerwonym Porsche.
-Uczysz się w Oliwie, prawda ?- Zapytał nie zwracając na mnie uwagi.
-Dokładnie, w OLPI- odpowiedziałam- ledwo powstrzymałam się od sarkastycznego tonu.  Chłopak włączył radio w którym akurat leciała moja ulubiona piosenka- The Lumineers- Ho Hey. 
-Uwielbiam tą piosenkę ! Mogę podgłośnić ?- Zapytałam nieśmiało.
-Jasne- powiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu. 
Zaczęłam cicho podśpiewywać, po skończonym utworze zobaczyłam rozbawienie na jego twarzy. 
-Przepraszam, poniosło mnie- powiedziałam i zaczerwieniałam się. Zaczęłam studiować moje szpilki. Te kilka minut przerodziły się w godziny, dni, miesiące, lata męczarni. W końcu jednak dojechaliśmy.
-Narka- powiedziałam.
-Przyjadę po Ciebie po lekcjach, mam niespodziankę- odpowiedział gdy wychodziłam. Jak zwykle było już za późno na reakcję. 
-Julka !- Usłyszałam głos przyjaciółki.
-Zara ! Razack !- Imię burkińczyka wypowiedziałam mniej radośnie. Odkąd zostali parą nie odstępuje jej na krok- to męczące !
-O, idzie nasza księżniczka ze swoją świtą- skomentowała Zara, a ja pogardliwie prychnęłam.
-Nie mogę uwierzyć, że kiedyś przyjaźniłam się z tą szmatą- skwitowałam.
-Wszyscy popełniamy błędy. Jednak proponuje zostawić Alex w spokoju i ruszyć na matematykę, za 10 minut dzwonek- podsumował Razack, po czym zgodnie ruszyłyśmy za chłopakiem. Opowiedziałam jej o Bartku.
-Serio ? To masz szczęście, Alex do niego zarywa, a on ją zlewa. Będziesz mogła jej wreszcie pokazać kto tu rządzi. A tak w ogóle to idę dzisiaj z Razackiem do kina, może pójdziecie z nami ?- Zaproponowała Zara. Właśnie zaczęła robić to czego się obawiałam- zaczęła myśleć (o zgrozo !), że jesteśmy parą !
-Po pierwsze nie będę grała jej taktyką- już Ci mówiłam, nie muszę nic udowadniać sobie, jej, a tym bardziej innym uczniom. Jest głupią suką i sądzę, że większość się ze mną zgodzi, jednak umie wypracować sobie pozycję, więc nikt jej tego w twarz nie powiem. Dlatego to ja jestem na wygnaniu. Po drugie nie jesteśmy parą i nigdy nie będziemy. Zara wybił to sobie raz na zawsze z głowy. Już Ci to tłumaczyłam, jestem zakochana w chłopaku, który nigdy, ale to nigdy nie zwróci na mnie uwagi. A co do kina to Bartek przygotował dla mnie jakąś niespodziankę, a poza tym muszę się uczuć, więc z bólem aczkolwiek muszę odmówić- zakończyłam swój monolog.
-Ostatnia ławka ! CISZA ! Zara i Julia, bo rozsadzę- matematyczka pogroziła nam palcem.
*
Po skończonych lekcjach wyszłam ze szkoły, przy bramie stało czerwone Porsche, a o maskę opierał się Bartek.
-Miałam nadzieję, że odpuściłeś, naprawdę. Jeszcze Cię nie odstraszyłam ?- Zapytałam sarkastycznie.
-Jeszce wiele o mnie nie wiesz, jestem bardzo wytrwały- pochwalił się.
-Dziwne, że nie dałeś za wygraną, przecież zależy Ci na pozycji,a  ja jestem znienawidzona przez naszą szkolną, co ja gadam Gdańską księżnę. Jeszcze nie dostałeś bury za zadawanie się ze mną ?- Zapytałam, a on bardzo się zdenerwował. 
-To nie takie proste jak Ci się wydaje- podsumował i zatrzymał samochód. Wysiadłam.
-Gdzie my jesteśmy ?- Zapytałam z przerażeniem w głosie.
-W Parku Linowym- odpowiedział beztrosko.
-Odwieź mnie do domu- rozkazałam i wsiadłam z powrotem do samochodu. Bartek otworzył drzwi od strony pasażera i podał mi rękę. Mimowolnie wysiadłam.
-O co chodzi ?- Zapytał ze spokojem w głosie.
-Nie mam kasy- próbowałam się wymigać.
-Zaprosiłem Cię, więc stawiam- wyjaśnił, a na jego twarzy malował się uśmiech zwycięstwa.
-Jeszcze wiele o mnie nie wiesz, mam cholerny lęk wysokości- wyznałam. Czekałam na kpiny czy żarty, ale nic z jego strony nie usłyszałam.
-Spokojnie, razem przezwyciężymy Twój strach. Podaj mi rękę, chodź kupimy bilety- poszłam za nim jak dziecko. Pierwszy raz zaczęłam w nim dostrzegać człowieka, takiego, który jest wrażliwy na potrzeby innych, który ma również własne problemy, ale zgrywa twardego na pokaz. Wypożyczyliśmy co było niezbędne do "zabawy". Bartek pomógł mi wszystko nałożyć i pozapinać. Chwilę później trzęsłam się ze strachu, kojący głos chłopaka uspokajał mnie, zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Tylko dzięki niemu szłam dalej i słuchałam jego rad- nie patrzyłam w dół, za siebie i słuchałam tylko jego. Pod koniec strach nieco ustał, jednak dalej czułam się pewnie zjeżdżając na linie i chodząc po niej. Nie mogłam uwierzyć, a może raczej nie chciałam uwierzyć, że jakaś lina, gruba, bo gruba może mnie utrzymać. Parę razy się zaśmiałam, w zasadzie to była nawet dobra zabawa. Później podjechaliśmy do KFC.
-Chcesz coś ?- Zapytał gdy weszliśmy. Poczuła okropny zapach węglowodanów. Popukałam go w ramie, żeby się nachylił.
-Ja nie jem węglowodanów, a poza tym jestem tu pierwszy raz- odpowiedziałam i krzywo się uśmiechnęłam gdy na mnie spojrzał.
-Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Jesz mięso ?- Zapytał.
-Jestem... Tak, jem- odpowiedziałam i podeszliśmy do kasy. Bartek zamówił całą tacę jedzenie, które nie potrafiłam nazwać, zrozumiałe było to, że ja dostałam zaledwie część. Wystarczyło porównać nasze postury.
-O mój Boże ! To najlepszy posiłek jaki jadałam w życiu ! I do tego taki... niezdrowy. Lubię to- odpowiedziałam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Późno już, odwiozę Cię- powiedział gdy skończył jeść. Wyrzucił wszystkie papiery i ruszyliśmy w stronę samochodu. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu.
-To tu. Dzięki, świetnie się dzisiaj bawiłam. Do...jutra ?- W moim głosie było wahanie, ale szybko wysiadłam. Pomachałam i weszłam do bloku. Mieszkałam na ostatnim piętrze. Miałam szczerą nadzieję, że mój brat śpi. Rodzice wyjechali, są biznesmenami, więc nie często ich widuję. 
-Młoda, gdzie się podziewałaś ?-Zapytał gdy tylko weszłam.
-Nie Twój zasrany interes- odpowiedziałam i zamknęłam się w pokoju. Usiadłam na podłodze opierając się o drzwi, jeszcze przez chwilę łomotał, ale przestał. Wyjęłam książki, teraz czekam mnie jeszcze wieczór marzeń- nauka do matematyki, angielskiego i biologi. Czy mogłam wymarzyć sobie coś lepszego ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz