Zawsze narzekamy, nie zdając sobie sprawy z tego, że to właśnie MY jesteśmy największym zagrożeniem.
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek, wskazywał godzinę 6:30. Myślałam, że po nocnej konwersacji z Bartkiem będę nieżywa i nie wstanę rano do szkoły. Poszłam się trochę ogarnąć do toalety, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się. Spakowałam książki do torby i wyszłam z domu. Szybko ruszyłam w stronę przystanku autobusowego, już nie całą godzinę później byłam w szkole. Na lekcji biologi zadzwoniła mi komórka, przeprosiłam panią i wyszłam odebrać, mówiąc, że to mama.
-Hej, nie przeszkadzam ?- W słuchawce usłyszałam głos Bartka.
-Mam biologię, zwariowałeś ?
-Wpadniesz dziś do mnie ?
-Nie wiem, potem się odezwę- zakończyłam rozmowę i zapukałam do sali.
-Hej, nie przeszkadzam ?- W słuchawce usłyszałam głos Bartka.
-Mam biologię, zwariowałeś ?
-Wpadniesz dziś do mnie ?
-Nie wiem, potem się odezwę- zakończyłam rozmowę i zapukałam do sali.
*
-Powinnaś pójść, czemu nie ?- Zara nie widziała w tym nic złego, może rzeczywiście nie było.
-Nie rozumiesz, jeszcze niecały tydzień temu w życiu bym się do niego nie odezwała ! Wnerwiał mnie, a teraz piszę z nim po nocach i mówię praktycznie o wszystkim, jestem zdecydowanie zbyt łatwowierna. Powinnam z tym skończyć- zwierzyłam się przyjaciółce i wzięłam spory łyk kawy.
-Obiecałaś mu miesiąc, a tym czasem mamy dopiero dzień czwarty. Hahahahaha, następnym razem pomyślisz zanim komuś coś obiecasz- powiedziała i wytknęła język. Spojrzałam na nią wyraźnie zirytowana.- Okay, muszę lecieć, umówiłam się z Razackiem.
Znowu zostałam sama z moim problemami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz